Jestem zeszłorocznym absolwentem liceum. Skończyłem małe liceum w Pszczewie, ale powiedziałem sobie, że na studia pójdę na uczelnię w dużym miejscu. Rozważałem Kraków, Warszawę albo Wrocław. Najbliżej miałem bez wątpienia do tego ostatniego dlatego złożyłem swoje papiery na Politechnikę Wrocławską. Jako, że miałem świadectwo z czerwonym paskiem a moje wyniki z egzaminu dojrzałości były nieoczekiwanie dobre, przyjęto mnie. Od razu spakowałem bagaż i już miesiąc wcześniej zdecydowałem pojechać do Wrocławia, aby zapoznać się z miastem oraz przede wszystkim znaleźć gniazdo, w którym przez najbliższe lata będę zamieszkiwał. Kumpel, u którego przebywałem przez ten miesiąc wynajmował ze znajomymi pokoje we Wrocławiu, ale ja myślałem raczej o mieszkaniu albo apartamencie, które mógłbym wynajmować na spółkę z innymi.
Miałem nie lada problem w podjęciu tej decyzji, gdyż stolica Dolnego Śląska ma naprawdę szeroką paletę możliwości. Pojedyncze noclegi we Wrocławiu jak na uczniowską kieszeń są spore, ale od razu zauważyłem, że jeśli parafuje się umowę na dłuższy czas cena spada. W przeciągu tygodnia spotkałem naprawdę życzliwych ludzi z okolic Krakowa, którzy podobnie jak ja poszukiwali lokalu we Wrocławiu więc sprawnie doszliśmy do porozumienia, że zamieszkamy razem. Pokoje we Wrocławiu czy to w rezydencji, czy w ogromnym domu nie wchodziły w grę. Mieliśmy ochotę na pospolite mieszkanie dwupokojowe, gdzie moglibyśmy usadowić cztery materace, po dwa w każdym pokoju.
Dwóch z nas dostało się na Politechnikę Wrocławską, dwóch na Uniwersytet Przyrodniczy. Dobrze, że obie uczelnie wyższe znajdują się w niedalekiej odległości do siebie, więc nie sprzeczaliśmy się o okolicę, w której mamy wynajmować. Padło na Plac Grunwaldzki, środek Wrocławia, bardzo blisko obu uczelni, kilka postojów od centrum. Mieszkanie nowe, schludne, na drugim piętrze 6piętrowego bloku. Składamy się co miesiąc po 400 złotych, co myślę, że jest kwotą racjonalną. Poszukiwania zajęły zaledwie kilka dni.